Nowe miejsce: czasdlapoezji.blogspot.com
Blog > Komentarze do wpisu

Prawdziwy artysta nigdy nie odchodzi cały

***

*

O wierszach

Na mojej grządce przed domem
Rośnie mak i łopian
I złocą się mlecze i wiersze,
A kiedy dojrzewają mlecze —
Ulatują w niebo
A z nimi wiersze lecą jak ptaki

Bo moje wiersze są jak ptaki
Z ziemi wyrosły i pachną ziemią
I zachwycają się jesienią
Porą rudych lasów

Na mojej grządce przed domem
Spokojnie, cicho i swojo
Księżyc zasiewa blask pachnący,
A pachnie on dymem i nocą
Burzy pomrukiem i mymi wierszami —
Spotkał je widać gdzieś w niebie

*

Wojtkowi – jak mało któremu twórcy – udało się to, że jego pieśni, mimo iż rzadko prezentowano je w radio czy telewizji, znane są szeroko i śpiewa je wielu ludzi. Ci najmłodsi wykonawcy Wojtkowych opowieści często już nawet nie bardzo wiedzą kto je napisał, zresztą nie tylko ci najmłodsi, bo wiele z tych pieśni zadomowiło się na zawsze, a śpiewający je nie zastanawiają się kto je stworzył. Ot, były zawsze. Jak zawsze był wiatr, deszcz, czy góry. I to jest największy sukces artysty, kiedy jego twórczość staje się własnością wspólną, wręcz anonimową. To prawie tak, jak ze znaną i piękną kolędą Bóg się rodzi. Czy śpiewając ją zastanawiamy się, że napisał ją Franciszek Karpiński?

Adam Ziemianin

*

*

Po maturze w 1971 r. wybrali się całą paczką na miesięczną wyprawę w góry. Dotarli na Giełdę Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie. Wystąpili tam jako Wolna Grupa Bukowina, zdobywając nagrodę za piosenkę “Ponidzie".
Przez lata zbierali laury na festiwalach, ale wciąż nie myśleli o sławie czy pieniądzach, choć stali się popularni. Jeszcze zanim wydali płyty, ludzie nagrywali ich “kawałki" na koncertach.
− Nigdy nie nastawialiśmy się na karierę, nie mieliśmy menedżera, nie reklamowaliśmy się − podkreśla Grażyna Kulawik.
Oprócz niej stały skład grupy stanowiło dwóch Wojciechów: Bellon i Jarociński, oraz Wacław Juszczyszyn. Zespół miał otwartą formułę. Ktoś przychodził, ktoś odchodził. Przewinęło się 50 osób. Jedną z nich była Elżbieta Adamiak.
Poznali się w połowie lat 70. na Przeglądzie Piosenki Turystycznej w Żaczku.
− Zanim spotkałam Wojtka, znałam jego wiersze − opowiada piosenkarka. − Postrzegałam go jako natchnionego, nieobecnego poetę. Wyobrażałam sobie, że jest szczupły, nosi okulary i lata nad ziemią.
Zamiast tego, ujrzała postawnego mężczyznę z krwi i kości, dowcipnego i mocno stąpającego po ziemi. Do tych dwóch “twarzy" przyzwyczajała się kilka lat.

Małgorzata Siwek


*

Nuta z Ponidzia

Polami polami po miedzach po miedzach
po błocku skisłym w mgłę i wiatr
nie za szybko kroki drobiąc
idzie wiosna

Rozłożyła wiosna spódnicę zieloną
przykryła błota bury błam
pachnie ziemia ciałem młodym
póki wiosna

Rozpuściła wiosna warkocze kwieciste
zbarwniały łąki niczym kram
będzie odpust pod Wiślicą
póki wiosna

Ponidzie wiosenne Ponidzie leniwe
prężysz się jak do słońca kot
rozciągnięte na tych polach
lichych lasach pstrych łozinach
skałkach słońcem rozognionych
Nidą w łąkach roztańczoną
Na Ponidziu wiosna trwa

*

*

Nazwisko poety jest różnie pisane, a językowi puryści spierają się o właściwą formę. Zagadkę wyjaśnia Adam Ziemianin: - To Wojtek wymyślił kiedyś Belona przez dwa "l". Wypiwszy łyk absyntu, opowiadał, że jego przodek był Francuzem, a nazwisko pisane było przez dwa "l". Do Polski przybył z Napoleonem, zakochał się w polskiej szlachciance i na stałe osiadł - tłumaczy.

Beata Bialik

*

*

 

fot. Z archiwum rodzinnego Joanny Belon
Joanna i Wojtek, z tyłu Jacek i Bożena Kleyffowie. Kraków 1976 r.

*

Swoją żonę, Joannę, Wojtek Bellon poznał w 1973 roku w Świnoujściu. On przyjechał na festiwal studencki FAMA, ona na wczasy. Kiedy się skończyły, waletowała w famowskich kwaterach. Później wyjeżdżali już razem: na koncerty, w góry. On się troszkę zalecał, ona “nie bardzo chciała być jego narzeczoną". Adorował ją jednak z takim wdziękiem, że nie mogła długo się opierać. Kiedy była chora, opiekował się nią, trzymał za rękę. Raz przyszedł z gitarą. Dał jej pomarańczę i oświadczył, że ma prezent piosenkę. Poczuła się niemal uleczona. Ta piosenka to “Kołysanka dla Joanny". Ta pierwsza. Drugą napisał już po ślubie.

Grażyna Kulawik 

*

Kołysanka dla Joanny I

Zanim mi sen na oczy spłynie
Moje myśli szybują przez lufcik
Żeby cię ujrzeć w ową chwilę
Gdy włosy czeszesz przed lustrem

A kiedy zaśniesz w ciepłej pościeli
Zmęczona długim przelotem
Jak ptaki głowy w skrzydła wtulają
Patrząc na sen twój spokojny

Niech ci się przyśnią pory roku
Niech grają  we śnie twoim i tańczą
Jesień prężąca liście do lotu
Lato w upale słonecznym

A jeśli zima to w śniegu cała
Wiosna w miłków wiosennych łąkach
Śpij moje myśli nad tobą czuwają
Na parapecie za oknem

 

*

*

  Nie był takim rozmemłanym romantykiem. Dostrzegał to, co piękne i dobre wokoło, ale nie jęczał z zachwytu – mówi jego żona.
Do krakowskiej paczki Wojtka Bellona należeli znani prześmiewcy i “kabareciarze", więc obawiała się konfrontacji z ich ciętymi językami. Niepotrzebnie. Ich złośliwości mieściły się w granicach żartu, nigdy chamstwa.
Kiedyś, w Boże Narodzenie, odwiedziła go w Bieszczadach, gdzie dyżurował jako ratownik GOPR-u. − Zobaczyłam go − mężczyznę gór. I gdy spojrzałam w jego niebieskie oczy, to przepadłam − wspomina Joanna Belon. Pobrali się w 1977 roku w Szczawnicy. Rok później urodziła się im córka Ola.

Grażyna Kulawik 

*

zdjęcie z Internetu


*

  Śpi obok mała istotka
a oddech jej ważniejszy dla mnie jest
niż południowy wiatr niespodziany
niż księżyc
niż słodycz tego świata
w pieśniach opiewana

Czuwanie moje
strażniczą wieżą
nad niezmierzoną
przestrzenią jej snu

Obszedłem już wszystkie góry
widziałem zdjęcia chłopaków z Lhotse
na ścianie mam K − 2
lecz chylę się nad Olgą
i wiem że moją bazą
jest miejsce to małe

Śpij mała syta istotko
bo oddech twój ważniejszy dla mnie jest
niż kurz przebytych dróg
niż plik wygranych zdarzeń
a słowa znaczą wtedy
gdy jesteś w nich ty

Śpi obok mała istotka
której oddech jej ważniejszy jest
niż południowy wiatr
czuwanie moje
strażniczą wieżą
nad niezmierzoną
przestrzenią jej snu

Obszedłem już wszystkie góry
widziałem zdjęcia chłopaków z Lhotse


*

*

− Jak każdy artysta, miał kruchą konstrukcję wewnętrzną. Trawił go ogień, którego wybuchy sprzyjały tworzeniu, a jednocześnie spalały go od środka. Żył krótko, lecz tak intensywnie, że można by to rozłożyć na następne dziesiątki lat.

“Mistrz" miał w sobie magnes przyciągający przedziwnych ludzi. Chętnie się przed nim otwierali. Nikogo nie odrzucał. Ciekawsze postacie wplatał do tekstów. Choćby Majstra Biedę — prostego człowieka, który rzucił wszystko i pojechał w Bieszczady. Sklecił sobie budę z desek na przełęczy, zbierał jagody i grzyby. Kiedy Wojtek zaśpiewał mu tę piosenkę, trochę kręcił nosem:

— Majster tak, ale Bieda?

Potem był już tylko dumny, gdy nucono: “Skąd przychodził, kto go znał? Kto mu kiedy rękę podał, kiedy?..."
Jak każdemu artyście, Bellonowi zdarzało się coś zawalić. − On nigdy nie był taki “jeden do jednego", inaczej niż my, prości, skonstruowani “odtąd − dotąd". On się za bardzo w tych ramach nie mieścił, zawsze coś mu wyskoczyło.


Grażyna Kulawik

*

 

***

W ostatnią trasę Wojtek wybrał się z programem Gitarą i piórem do Włodawy. Był − jak zwykle − w dobrej formie. Snuł plany związane z nowym programem. On go zresztą wymyślił. Tym razem miał to być program bardziej „krakowski”. Miały go wypełnić opowieści „rozliczeniowe” z życiem, okresem studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, miał on po prostu sumować pewne zdobyte doświadczenia.
Wojtek tworzył go cały czas: w rozmowach, w trasie, w hotelu czy restauracji dworcowej w jakimś zagubionym mieście, ale nigdy przy biurku. Od razu konsultował na gorąco to, co napisał. Kto z przyjaciół był w zasięgu głosu, zasięgu serca, ten słuchał. Wtedy dla Mikołaja Korzistki, dla mnie, dla przygodnych pasażerów czytał w przedziale utwór z tego nowego programu, którego nigdy już nie dokończy:
 

Historia o moim Krakowie

Ja wiem, że przejazdem właściwie
Tyle spraw tyle czasu co na dworzec
Dzwoniłaś że dzisiaj wracasz wiem
Więc krótko ci opowiem
Historię o moim Krakowie
Na ścianie paznokciem wyskrobię
Butem w śniegu wygrzebię
Wędrówkę po moim na szczęście
Nie tylko moim Krakowie

Postój kolejka plantami
Nie to nie nasz autobus
Dlaczego tramwaj nie jedzie
Mam inne zmartwienia na głowie
I już: tu u Dudy waletowałem
Z rok chyba
Po drugiej stronie ulicy
Pod płachtą piłem piwo
Tu kurwę poznałem kiedyś
I wziąłem ją do "Żyda"
Pamiętam jak jej smakował
Najgorszy w świecie bigos
Tuż przy przystanku mieszkał
Pietruś Tatar z żoną
Wyjechał potem daleko
Wyjechał trudno choć żal
Lecz najbardziej mi żal "Barcelony"
Tej na rogu w której z Pietrusiem
Czas nam przez gardła przeciekał
Nie raz
W tym gmachu zamaszystym
Dziekan mi nie pozwolił
Pobierać nauk w Katedrze
Etnografii Słowian
Do dzisiaj jestem gamoniem
Choć w świecie mędrców tylu

Już rynek wyczytać wszystko
Możesz w stu przewodnikach
Lecz myślę że każdy kto tu bywał
Ma miejsca o których
Nie śniło się przewodnikom
Ja pod "Adasiem" swoich stóp
Zawsze odnajdę ślad
Bo ona często nie miała...
Nieczęsto zdążała na czas

Już hejnał zdążysz
Nie lubię na dworcach pożegnań
Więc leć
Na Kazimierz przecież mam
W druga stronę wiesz
Trzymaj się jeśli zaś
Pomyślisz nie wszystko skończone
To napisz list albo wiersz
Albo mnie znajdź

Już po śmierci Wojtka z tej naszej wyprawy napisałem wiersz:
"Wojtka Bellona ostatnia podróż ziemska do Włodawy"


Z gitarą i piórem
kwietniowym wieczorem
jedziemy Wojtku
razem do Włodawy

Stary bieszczadnik
czyli Majster Bieda
wciąż wierny górom
jak zwykle jest z nami

I mówisz − wszystko się uda
o to nie ma żadnej obawy
przecież jedziemy dziś − Adam
na dwa dni do Włodawy.

W przedziale po oczach
mdli mleczna żarówka
mała jak pinezka
gwiazda betlejemska

I pociąg lubelski
noc długą przecina
buntując się czasem
na ostrych zakrętach

I mówisz − wszystko będzie dobrze
opowiemy im nasze sprawy
przecież po to jedziemy − Adam
na dwa dni do Włodawy

Z plecaka chleb wyjęty
garść soli kawałek
sprytem zdobytej
wiejskiej kiełbasy

Chcemy noc przeskoczyć
ciemną i niepewną
z biletem kupionym
w nieznane nam czasy

Lecz mówisz − znów musi się udać
choć tyle podróży już za nami
przecież jedziemy dziś – Adam
na dwa dni do Włodawy

Dzisiaj się buntuje
Czesiek Król nad króle
Piekarz rodem z Buska
wchodzi w nowy układ

Stawia pasjans z bułek
i gorzej się czuje
a w drewnie cierpliwym
został już tylko ślad

A ty na przekór wszystkim mówisz
że się uda − nie ma obawy
przecież jedziemy dziś − Adam
na dwa dni do Włodawy

I są wciąż pytania
i są wciąż rozmowy
jak zawsze ważne
choć tylko przedziałowe

I jak z każdej jednej
wspólnej nam posiady
wygląda gdzieś w przyszłość
zatroskany człowiek

Wyciągasz wiersz ciepły jeszcze
wczoraj bodajże napisany
i czytasz głośno go w przedziale
w naszej podróży do Włodawy

Adam Ziemianin

***

Jedna z piosenek napisana przez Wojciecha Bellona z albumu "Z Krakowa do wczoraj" to List o czekaniu śpiewana przez Mikołaja Korzistkę.

*

 

***

wtorek, 24 lipca 2018, marijana2

Polecane wpisy